Czy władzy należy ufać?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna, gdyż władza sobie życzy miłości, ale w drugą stronę już nie koniecznie. Władza wcale nie musi kochać. To co z tego, że przed wyborami na kolanach do domu puka, skoro po wyborach głowę już wysoko nosi i nie musi się bratać z „ludem”.

Na władzę trzeba też spojrzeć z innej strony. To są menadżerowie, a o menadżerach utarło się mówić, że muszą sobie zapewnić, w trakcie kadencji, byt na lata posuchy. No i spójrzmy, czyż tak nie jest? Aaa, nie zapomnijmy o dowodach wdzięczności – dziś ja tobie jutro ty mi. Nie łudźcie się jednak, że władza coś wam da. Ona potrzebuje tych, co coś mogą. Czyli układy i układziki. Tych co w zawiłościach sceny politycznej nie chcą brać udziału, po prostu się eliminuje, jako niewygodnych. Przedtem jednak zrobi się wszystko, aby wyeliminowany nie mógł podnieść głowy: obgada się go za plecami, pokaże focha – może sam się wyeliminuje. Jak to nie pomoże, to się gościa unieszkodliwia rękoma innych, tak by samemu mieć czyste łapki. Typowa obłuda.

Każda nowa władza, jak się do stołka dostanie, uczy się. Jednak uważny obserwator od razu spostrzeże, kierunek nauki. Dziwnym trafem nigdy nie uczą się pozytywnych rzeczy a wręcz przeciwnie: kombinatorstwa. Pod koniec kadencji już wiedzą, z kim, za ile, gdzie uszczknąć, kogo wyeliminować, jak wytworzyć wokół siebie pijar za publiczne (i nie tylko) pieniądze. Analiza tych zachowań, to dobry materiał dla socjologów, psychologów i wszelkiego typu analityków, jak władza człowieka zmienia: od cukiereczka do, nieraz, bydlaka.

Znów się wszyscy zapytają: czy nas nie stać na normalną władzę? Czy grabie zawsze muszą tylko do siebie grabić? Nie muszą, jednak w dzisiejszym mrocznym czasie, ciężko znaleźć człowieka, któremu stołek nie przysłoni obrazu społeczeństwa, przez które został wybrany.

Obserwator