Trasy rowerowe

Spis treści

6. Tranzytowy Szlak im. Józefa Wybickiego:

Statystyki szlaku:

  • Początek szlaku: okolice Gdańska / granica z gminą Kolbudy
  • Koniec szlaku: Będomin, przy Muzeum Hymnu Narodowego
  • Dystans: 45,8 km / czas przebycia wraz z postojami: 5 godzin
  • Nawierzchnia: w większości utwardzone drogi gruntowe, gdzieniegdzie także drogi asfaltowe.
  • Rekomendowany rower: górski / trekkingowy
  • Trudność szlaku: początkujących

Oznakowanie i nawierzchnia szlaku:

Szlak rowerowy im. Józefa Wybickiego to szlak tranzytowy przecinający na swej trasie trzy gminy: Kolbudy, Przywidz oraz Nową Karczmę. Szlak w całości oznakowany jest kolorem czerwonym, jednak na terenie każdej gminy w inny sposób. W Gminie Kolbudy szlak malowany jest bardzo nieregularnie i chaotycznie, szczególnie na skrzyżowaniach gdzie nie do końca wiadomo dokąd dalej jechać. Najgorzej jest na odcinkach leśnych, gdzie z biegiem lat oznakowanie zginęło wśród rozrastającej się kory drzew. Trochę lepiej wygląda to na terenie Gminy Przywidz, choć oznakowanie jest bardzo różnorodne: od drewnianych tabliczek umieszczonych na drogowskazach z nazwami ulic, po ledwo widoczne znaki malowane na drzewach. Najlepiej oznakowany odcinek trasy wiedzie przez Gminę Nowa Karczma, gdzie zastosowano metalowe drogowskazy kierunkowe oraz tablice z mapami i informacjami praktycznymi. Gdyby tak wyglądał cały szlak, ruch z pewnością byłby na nim znacznie większy.

Mówiąc natomiast o nawierzchni, szlak w dużej mierze wiedzie utwardzonymi drogami gruntowymi i leśnymi duktami z dala od wzmożonego ruchu drogowego. Na niektórych odcinkach zdarzają się jednak niemiłe niespodzianki np.: w postaci grząskiego piachu, wysypanego gruzu, bądź starego wybrakowanego bruku, który funduje nam masaż całego ciała. Drogi asfaltowe na tej trasie to rzadkość, dlatego też najlepiej szlak pokonać rowerem górskim o dobrej amortyzacji.

Opis wycieczki szlakiem:

Szlak Rowerowy im. Józefa Wybickiego wiedzie z rogatek Gdańska do Będomina, gdzie znajduje się Muzeum Hymnu Narodowego. Oznakowana kolorem czerwonym trasa wiedzie przez trzy gminy i liczy łącznie ponad 45 km. Szlak w większości wiedzie drogami gruntowymi i leśnymi duktami, z dala od wzmożonego ruchu samochodowego. Chcąc pokonać tę trasę najlepiej wybrać się rowerem górskim, gdyż niektóre odcinki niestety nie nadają się na wąskie opony. Trasa najgorzej oznakowana jest na terenie Gminy Kolbudy, w niektórych miejscach oznakowanie niestety przestało istnieć.

Przygodę ze szlakiem rozpoczynamy od rogatek Gdańska, na granicy Lasów Otomińskich. Tablica informacyjna o lokalnych szlakach rowerowych pokazuje tzw. Pętlę Otomińską, czyli wyznakowany szlak rowerowy wokół jeziora i najbliższych okolic. Żadna informacja nie sugeruje możliwości udania się aż do Będomina, mimo, że oznakowania szlaku wyprowadzają nas daleko poza otulinę Lasów Otomińskich. Szukając chaotycznego oznakowania, staramy się nie zgubić tropu. Niestety nie do końca się to udaje, szczególnie na skrzyżowaniach lub tuż przed nimi, gdzie kierunki jazdy nie do końca są jednoznaczne - najwyraźniej osoby, które podjęły się zadania wyznakowania tego szlaku w ogóle nie miały pojęcia o tej dziedzinie. Metodą prób i błędów udaje nam się dojechać nad Jezioro Otomińskie.

Kolejny odcinek niestety nie jest już tak przyjemny. Dalsza część trasy wiedzie dość ruchliwą i mało przyjemną utwardzoną drogą między Otominem a Sulminem. Dla własnego bezpieczeństwa oraz przyjemności lepiej ominąć ten odcinek i udać się równoległą ul. Sulmińską, która wiedzie w ciszy i spokoju przez malownicze lasy.

Nieco dalej szlak ponownie zagłębia się w leśnej gęstwinie i powoli zmierza do doliny, którą meandruje rzeka Radunia. Po stronie Lasów Otomińskich odcinek ten ostro opada w dół i wiedzie wąską, wypłukaną przez wody gruntowe ścieżką, która zmusza niewprawionego rowerzystę do zejścia z roweru. Tuż za kładką, na przeciwległym brzegu, teren jest dość podmokły i często nie do przebycia suchą stopą, nawet przy upalnym lecie. To jednak niejedyna przeszkoda do pokonania. Chwilę dalej ponownie musimy zejść z roweru, by pokonać torowisko. Z tego miejsca droga wspina się ku krawędzi doliny i wylatuje na zabytkową drogę o brukowej nawierzchni, która prócz wspaniałego masażu ciała funduje nam ładne widoki, w zależności od pory roku. Jadąc tędy latem mamy wrażenie, jakbyśmy pokonywali zielony tunel, wszak porastające drogę ogromne drzewa formują go swymi bujnymi koronami. Tu też zanika zupełnie oznakowanie szlaku i zupełnie nie wiadomo, dokąd jechać. Kolejne oznakowanie pojawia się dopiero na rogatkach miejscowości, przy zjeździe do Doliny Rzeki Reknicy.

Między Kolbudami a Czapielskiem szlak zagłębia się w lesie i wiedzie wzdłuż Rezerwatu Jaru Reknicy mało uczęszczanym, miejscami dość grząskim duktem, którędy podążają także amatorzy jazdy konnej. Niestety szlak podąża tu w towarzystwie trasy konnej, co jest totalnym absurdem tym bardziej, że równolegle wiedzie inna droga gruntowa, którą swobodnie można by wykorzystać pod "dwa kółka". Nieco dalej trasa wraca na szeroką i utwardzoną drogę gruntową, która doprowadza nas do Czapielska, gdzie warto poświęcić chwilę maleńkiej świątyni. XVIII-wieczny Kościół św. Mikołaja został wzniesiony na ciekawej konstrukcji szkieletowej wypełnionej murem ceglanym.

Podążając dalej szlak ponownie zagłębia się w leśnej gęstwinie, jednak na przeszkodzie staje nam dość uciążliwa nawierzchnia drogi w postaci gruzu. Kamienie, rozbite cegły a także inne odpadki niezbyt estetycznie wyglądają jako podłoże leśnej ścieżki turystycznej. Zastanawia mnie fakt, kiedy nasze społeczeństwo dojrzeje do takich umiejętności tworzenia szlaków jak chociażby u naszych zachodnich sąsiadów?

Wracając na szlak i kolejny odcinek, trasa wiedzie skrajem wąwozu, w którym meandruje szerokimi łukami rzeka Reknica. Widoki są przecudne, choć szlak przydałoby się nieco wysprzątać z zalegających na drodze gałęzi oraz wyrównać jego nawierzchnię, wszak droga została zniszczona przez obrywające się krawędzie wąwozu. Żeby przygód nie było za mało, na końcu tego malowniczego odcinka brakuje mostu. Niegdyś brzegi Reknicy łączył kamienno-drewniany most, który z biegiem czasu uległ zniszczeniu. Dziś jego miejsce zastępuje prowizoryczna drewniana kładka.

Po wydostaniu się z malowniczego wąwozu wyjeżdżamy na znacznie większe przestrzenie, należące terytorialnie do Gminy Przywidz. Większość trasy wiedzie tu szerokimi i utwardzonymi drogami gruntowymi, które sporadycznie uczęszczanie są przez samochody, największy ruch - i tu należy zachować ostrożność - występuje jedynie na odcinku drogi między Klonowem a Przywidzem. Podążając przez te tereny możemy poczuć się jak w górach. Wokół rozciągają się liczne wzgórza, których wysokości niejednokrotnie przekraczają 250 m n.p.m. - to potocznie zwane przez lokalnych mieszkańców Góry Trzepowskie. Szlak meandruje między nimi a lokalnymi jeziorami, nad którymi warto zatrzymać się na chwilę odpoczynku. Najpiękniejszym w okolicy jest Jezioro Głębokie, o krystalicznej, niemalże szafirowej wodzie. To jednak niejedyne jezioro na trasie. Nieco dalej jest ich znacznie więcej, jednak nie nad wszystkimi znajdziemy ciekawe miejsce na odpoczynek, bądź plażę, gdzie można będzie swobodnie i bezpiecznie wejść do wody.

Za Jeziorem Łąkie przekraczamy granicę gminy Nowa Karczma, co daje się odczuć w dwóch kwestiach: oznakowania szlaku oraz nawierzchni. O oznakowaniu pisałem już wcześniej: jest ono na tyle dokładne, że nie ma potrzeby wyjmowania tu mapy. Podążając tym odcinkiem aż do głównego naszego celu, swobodnie można delektować się otaczającą przyrodą. Na horyzoncie nadal obecne są liczne wzniesienia oraz rozległe malownicze łąki i pastwiska. Mijamy także kilka jezior, choć nie wszystkie są w naszym zasięgu. Na piknik można zatrzymać się np.: nad Jeziorem Grabówko, a w znajdującej się nieco dalej wsi skorzystać z dość bogatej oferty gastronomicznej np.: w Zajeździe nad Stawem.

Z Grabówka do Będomina i Muzeum Hymnu Narodowego pozostało już niewiele. Trasę pokonujemy nadal drogą gruntową, ale coraz bardziej czuć już cywilizację.

 


1. Przedruk i opracowanie na podstawie: https://aktywne.trojmiasto.pl/