Łabędź i gospodarz

Pewnego dnia w niedzielę z Gromadzina szedł do kościoła gospodarz. Kiedy dochodził do mostu nad jeziorem zauważył po lewej stronie przepięknego białego łabędzia, pływającego koło brzegu. Kiedy zwrócił się w jego stronę, łabędź przemówił ludzkim głosem: „Gospodarzu przenieś mnie na swoich plecach przez most”. Gospodarz wziął łabędzia na plecy i poszedł w kierunku mostu. Łabędź zaczyna ciążyć, od narastającego ciężaru, gospodarz zgarbiony ugina się do ziemi, a pot się z niego leje. Gdy już był prawie na moście nie mogąc wytrzymać ciężaru łabędzia, zrzucił go ze swoich pleców na most.

Łabędź przemówił ludzkim głosem: „Jeszcze trzy kroki abyś przeniósł mnie dalej, a byłabym wybawiona od zaklęcia, ja i cały mój dwór, a teraz muszę czekać tysiące lata, aż jezioro powoli wyschnie i zostanie po nim tylko jedynie rzeka, która będzie płynąć jak dawniej, małym strumyczkiem, a obok niego będzie stała góra, a na tej górze będzie stał zamek, na którym będę panią. I będę czekać powrotu mojego ojca z dalekiej wojny”.