Ostatni raz Moc Piekielna dała szansę uwolnienia księżniczki

Pewnego pięknego majowego ranka przy pięknie świecącym słońcu i przy śpiewie leśnych ptasząt w pięknej i cichej nastrojowej chwili spacerujący młodzieniec z Gromadzina - nad jeziorem Przywidzkim koło góry zamkowej znalazł bramę, która była zarośnięta krzakami. Kiedy wchodził do niej przewrócił się przez kupę gruzów i przez rozwalone stopnie. Nagle w tym zamieszaniu znalazł się niespodziewanie w pięknej zamkowej sali, gdzie siedziała na krześle skamieniała czarna księżniczka. Długo patrzył na nią z litością, gdy księżniczka do niego nie przemówiła i nie obarczyła żadnym zadaniem, młodzieniec odszedł od niej. W południe, gdy słonko było wysoko na niebie wszedł znowu młodzieniec do tej sali, lecz ze zdziwieniem zauważył, że księżniczka do połowy swojej postaci wybielała. Tak przecudna w swojej urodzie, że młodzieniec znowu spoglądał smutnymi oczami i zapytał księżniczkę, co może zrobić dla niej, aby uwolnić ją od mocy szatana. Ponieważ nie otrzymał żadnej odpowiedzi i żadnego zadania zasmucony w sercu odszedł od księżniczki. Gdy wieczór już zapadł, a słońce blado - czerwone skryło się za przywidzki horyzont, promienie dogasały na biało błękitnych chmurkach tworząc różowo błękitno - czerwono - pomarańczową poświatę, a później gasnąc na czystym ciepłym horyzoncie. Wtedy znowu młodzieniec wszedł do podziemia i zobaczył, że księżniczka prawie zbielała cała aż do stóp. Jedynie jej stopy zostały czarne i skamieniałe. Młodzieniec pełen nadziei i podniecenia błagał ją bardzo, żeby nałożyła na niego jakieś zadanie, aby mógł ją uwolnić od mocy piekielnych. Nie otrzymał swojej prośby ale spostrzegł, że nogi jej powoli wybielają. Wtedy księżniczka wstała z krzesła i rzuciła się młodzieńcowi na szyję ściskając go mocno i mówiąc do niego: Przejdziesz przez dwanaście sal, a w ostatniej i najpiękniejszej sali znajdują się trzy stare sochy z łańcuchem i żelazem okute. Jeśli Ty je bez najmniejszego szelestu podniesiesz pod sam sufit to uwolnisz mnie od mocy piekielnych.

Kroczył młodzieniec obok księżniczki przez różne sale a co jedna od drugiej to piękniejsza. W jednej błyszczało srebro, a w drugiej złoto, w trzeciej sali drogie kamienie. Dwunasta sala była wyłożona samymi diamentami, a pośrodku w niej wisiały trzy stare sochy. Ostrożnie podniósł pierwszą sochę, pod sufit, ucieszył się młodzieniec, że mu się poszczęściło zobaczył, że twarz i pierś księżniczki nabierają normalnego wyglądu człowieka, a księżniczka była tak uroczą dziewczyną, że zachwyt z serca młodzieńca bił z raŹdości, podniósł męsko do góry drugą sochę, a księżniczka nabrała człowieczego wyglądu aż do stóp. Piękną swoją postacią zachwyciła serce młodzieńca, przypominając mu aby podniósł trzecią sochę bez szelestu. Kiedy zabierał się młodzieniec do podniesienia trzeciej sochy poruszył łańcuchem głośno, wtem sufit pękł, okropny hałas powstał, tak jakby się mury waliły, a piękna sala diamentowa wypełniła się ogniem. Ukazał się diabeł groźnie powiedział, aby opuścił sochę, kiedy obudził się leżał na trawie obok krzaków, lecz bramy do zapadniętego zamku nie było już, zniknęła na wieki.